Introwertyk

Jak introwertyk odnajduje się na zakupach? Ja -> źle.


Jedną z najczęstszych sytuacji, których, jako introwertyk, unikam lub ciężko znoszę, są zakupy i to te związane z garderobą, sprzętem elektronicznym, kosmetykami itd.. Dostaję tam tak wiele bodźców, nieprzyjemnych i męczących, że nie cierpię tego jak tylko mogę. Chociaż jestem kobietą, można sądzić, że uwielbiam łazić po sklepach, buszować na promocjach, przymierzać dziesiątki rzeczy, oglądać torebki, aby na koniec niczego nie kupić. Stereotypowe myślenie, ja nie należę do tego typu pań, a do tego moja introwertyczna natura mocno przypomina o sobie zaraz po przekroczeniu progu galerii handlowej. Jak introwertyk odnajduje się na zakupach? Wyjaśnię, dlaczego ja źle.

Zakupy nie zawsze przyjemnością dla kobiety.

Pomijając brak czerpania jakiejkolwiek przyjemności z chodzenia po tego typu sklepach, to wraz z niechęcią dochodzą do głosu moje małe lub duże niewygody odczuwane podczas wypraw, dla mnie takie zakupy to wyprawa. Nawet zwyczajne kupowanie jedzenia daje mi więcej frajdy niż to. Jako introwertyk staram się unikać sytuacji, miejsc czy wydarzeń, gdzie będę się jedynie męczyła, nudziła i marzyła, aby jak najszybciej uciec. Przez tyle lat wypracowałam sobie pewne pomocne schematy, zwyczaje, ale przede wszystkim dzięki nim mogę jako tako funkcjonować załatwiając to, co muszę. Co takiego strasznego się dzieje? Przed czym uciekam? Czego nie cierpię? Sądzę, że nie jeden introwertyk czuje to samo, co ja.

Męczące panie pomocne.

Zacznę od „bardzo miłych i pomocnych” pań/panów pracujących w sklepie. Wiem, że ich zadaniem jest pomóc, dogodzić, sprzedać jak najwięcej, zadbać o wszystko, mają pewne wytyczne co do zachowania wobec klientów i już. Rozumiem. Lecz nienawidzę. Ledwo weszłam do sklepu już jestem zaatakowana „czego szukam, w czym pomóc”, to jedna z głównych przyczyn, dlaczego niektóre sklepy omijam. Może tylko jak tak mam, ale jak potrzebuję czegoś, to pytam lub proszę, te wszystkie namolne sprzedawczynie napadają mnie, kiedy oglądam towar i co rusz chcą mi pomóc, jedna odmowa nie wystarczyła, co wieszak podchodzi inna. Nie, nie, nie, najgorsze co może być. Nie chcę nikogo, chce wejść kupić i tyle, bez zbędnych rozmów i ludzi. To nie zachęca, to jedynie odstrasza.

Za dużo głośnej i złej muzyki.

Muzyka, głośna i często gó*niana, ja mam swoją ulubioną i często jak jestem na zakupach noszę słuchawki na uszach, ale to co grają w sklepie jest tak głośno, że wszystko przejdzie. Pewnie to jakiś chwyt marketingowy, wpływa pozytywnie na klientów i wyniki sprzedaży, pewnie ma to sens z punktu psychologicznego. Na mnie wpływa odpychająco, chcę jak najszybciej wyjść, nawet się dobrze nie rozejrzę, a co dopiero przymierze i kupię. Za dużo tego, męczące zakupy, męczące panie sprzedawczynie, to jeszcze ta męcząca muzyka. W takich warunkach nie da się myśleć, jestem otępiała i przytłoczona zmasowanym atakiem otoczenia.

Ludzie, ludzie, wszędzie ludzie.

Tłumy. Szczególnie przy okazji wyprzedaży można zobaczyć pół miasta w jednej galerii. Ludzie, wszędzie ludzie, tłok, kolejki, płaczące niemowlaki, krzyczące baby i natrętne sprzedawczynie (chyba się od nich nie odczepię). Jak się chce zaoszczędzić trochę kasy, to trzeba znosić trudności, ale na szczęście są godziny poranne, przedpołudniowe, kiedy przy w miarę normalnym natężeniu ludzi udaje się obejrzeć cokolwiek, przymierzyć, pochodzić, poszukać. Mój sposób od lat, robić zakupy wcześniej, zaraz po tym jak otworzą sklepy, nie ma jeszcze nawału nastolatek po szkole, pań po pracy i par na randkach. Inaczej w tej dziczy i człowieczym ZOO nie wyrabiam i idę, zbyt zmęczona i wypompowana.

Mój grymas na twarzy nie oznacza gorzkiego charakteru.

Przy tym wszystkim co opisałam: namolności, głośnej muzyce, tłumów, nie da się wytrzymać i przetrwać, a co dopiero czerpać z tego jakąś przyjemność. Rzadko można mnie spotkać spacerująca po sklepach, jak już idę, to kupuję wszystko co potrzebuję na jeden raz, dużo się tego zbiera, biorę co moje i wychodzę, prędko szybko. Nie jest to powolny chód, lecz zdecydowanie szybki, a do tego mam na twarzy minę, jakbym chciała kogoś zabić, jakbym była nadąsana, zła, wściekła, próżna czy dumna. Cóż, owszem, często jestem zła, ale to nie w tym rzecz, mam „bitch face”, bo staram się skupić na tym co oglądam i chcę kupić, odciąć się od hałasów, ludzi, mam dość duchoty i absolutnie się nie wywyższam. Wyglądam na wyjątkowo niesympatyczną i zgorzkniałą dziewczynę, nachmurzoną i wybredną, nie jest tak, nawet nie panuję nad tym, nie zwracam uwagi na zmarszczone czoło lub układ ust, chcę tylko wreszcie opuścić sklep. Sama się złapałam nad tym, jak wygląda w oczach otoczenia moja twarz podczas zakupów, nieprzyjemnie, wiem, tak już mam i tyle.

Wreszcie koniec zakupów.

Zawsze po takiej wyprawie na ciuchy muszę dojść do siebie, nawet kilka godzin ciszy i sama ze sobą, pooglądać zakupione rzeczy i mieć dość takich wypraw na najbliższe kilka miesięcy. Zdecydowanie wolę… ciucholandy, lumpeksy, odzież na wagę, obojętnie jak to nazwać, wiadomo o co chodzi. Przekonałam się do nich, szczególnie w rzeczach, które nawet ze sklepu sieciowego, po dwóch praniach można użyć do mycia podłogi. Nie ma tam ogłuszającej muzyki, chętnych do pomocy sprzedawczyń, tłumów wielkich również, zdecydowanie mniej męczących bodźców dookoła.

Jak introwertyk odnajduje się na zakupach? Czekam na wasze historie. Wy introwertycy, jak znosicie zakupy? Macie jakieś rady na wytrwanie, a może nie macie z tym problemu? Czekam na komentarze.

Zobacz też: Czym jest introwertyzm? Co oznacza? oraz Fantastyczne cytaty dla introwertyków na trudne dni.

Reklamy

10 thoughts on “Jak introwertyk odnajduje się na zakupach? Ja -> źle.

  1. Ja jestem raczej tym drugim typem, ale zakupy to dla mnie zło konieczne. Wkurza mnie dokładnie to samo co Ciebie, z tym że szybko odreagowuję. Po za tym, że jestem ekstrawertyczką, to mam choleryczne naleciałości i czasami potrafię się wkurzyć – w sklepie – najczęściej w kolejce, zawsze za długiej…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Jeśli chodzi o kolejki, to szczyt szczytów, kiedy staję w wydaje się, że najkrótszej, a potem komuś przede mną psuje się terminal do karty, albo kasa się zawiesiła, albo nie ma kasy i musi odkładać czy zwracać rzeczy i okazuje się, że trzeba było gdzie indziej stanąć. 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      1. Okropieństwo i #problemypierwszegoświata 😀
        Ja też nie mam cierpliwości do miliona pytań od kasjerów, „czy chcę to, czy tamto?”, „czy coś doliczać, odliczać?”… Zwariować można 😛

        Polubione przez 1 osoba

  2. Nie znoszę zakupów, chociaż nie uważam siebie za introwertyka. Albo jestem brany za dzieciaka i mam towarzystwo ochroniarza (bo tylko młodzi kradną), albo inni młodzi chodzą za mną licząc na nie wiadomo co. Kocham zakupy przez internet i cieszę się, że z ubrań nie wyrastam i nie muszę ich często kupować.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Hahha mnie też biorą za złodzieja i obserwują wszędzie, jakbym miała zwinąć pralkę pod kurtkę. Wiem, że wyglądam młodziej niż na swój wiek i przez to niepoważnie, ale śledzenie to przesada. I nie tylko młodzi kradną!

      Polubione przez 1 osoba

  3. Jestem zdecydowanie introwertykiem, ale na zakupach mam problem tylko z jednym: innymi klientami. Jest ich dużo, są głośni i najczęściej pozbawieni wyobraźni, kłębią się, włażą pod nogi, zachodzą drogę…
    Sprzedawczyń, które chcą pomóc też nie lubię, ale po prostu uśmiecham się i odmawiam grzecznie – nigdy nie miałam sytuacji, żeby ktoś do mnie podszedł drugi raz.
    Poza tym nawet lubię zakupy, pod warunkiem, że nie jestem na nich sama – zauważyłam, że kiedy robię zakupy solo, otoczenie ma na mnie większy wpływ i bardziej mnie denerwuje. A gdy jest ze mną jakiś bliski znajomy, potrafię skupić się na nim i odciąć od męczących aspektów zakupów (:

    Polubione przez 1 osoba

    1. Powiem szczerze, że mnie właśnie bardzo irytują zakupy z kimś. Jak jestem sama to idę tam gdzie chcę i kiedy chcę, a nie czekam na kogoś, ani nie czuję presji, że ktoś czeka na mnie. Ale kto co lubi. 😉

      Lubię to

  4. Tak jak koleżanki, nie uważam się za introwertyczkę, ale i tak ograniczam się do zakupów internetowych. Teraz można upolować o wiele lepsze promocje online, ja sama „szukam okazji” na zrabatowani.pl 🙂 Zaoszczędzam czas, pieniądze no i nerwy. Nie ma nic gorszego niż przeciskanie się przez tłumy ludzi po bluzkę przecenioną o złotówkę :-/

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s