Introwertyk

Introwertyk na Boże Narodzenie. O tym jak przeżyć ten szał i nadal czuć się człowiekiem.


christmas-2

Co jest najlepszego w ostatnim dniu świąt Bożego Narodzenia? Nie, nie koniec obżarstwa, to akurat niefajne, bo to jedzenie jest naprawdę dobre. Mam na myśli, że już od następnego dnia zaczynają się w sklepach wyprzedaże. A jak wiadomo, u nas w kraju, popularne jest dawanie gotówki pod choinkę. Potem trzeba coś z nią zrobić – kupić coś na przyjemnej promocji. I to w większym rozmiarze, bo przecież po 3 dniach jedzenia, tu i ówdzie jest nas więcej. Dopiero po Nowym Roku jest czas na odchudzanie. Introwertyk na Boże Narodzenie?

christmas-18

Jednak zanim spadnie na nas ten przywilej kupowania taniej i odchudzania się w ramach noworocznego postanowienia, trzeba jakoś te dni wytrwać. W moim przypadku spotkanie rodzinne nie jest jednym z tych wielkich zjazdów krewnych do 10. pokolenia, ale skromnie, najwyżej 6 osób włączając mnie. Lecz nie chodzi o ilość, a o to, jacy ci ludzi są i jakie mamy z nimi relacje. Co familia, to inna historia, jednak introwertycy podobnie odczuwają spotkania świąteczne, jak każdą inną imprezę. No, może ma inne zabarwienie, przecież to krewni, ale i ich czasami trudno znieść.

Więc jak introwertyk przeżywa święta, jak się odnajduje, co robi i czego unika? Myślę, że poniżej, na swoim przykładzie, oddam powszechne, nasze bolączki. Introwertyk i Boże Narodzenie. 

christmas-13

Może byś coś powiedziała.

Jak dobrze, że na świątecznych spotkaniach jest co jeść. Najlepsza wymówka i usprawiedliwienie dla milczenia podczas gdy dookoła toczy się rozmowa lub nawet kilka. Ja rzadko kiedy się odzywam, cały czas mam coś w buzi, może to momentami zabawnie wygląda, ale nie dopuszczam do sytuacji, aby nic nie przeżuwać. Również w parze z tym idzie unikanie kontaktu wzrokowego, bo jak z kimś już go złapiesz, to koniec. Idą pytania, wyciąganie odpowiedzi, dopytywanie, czekanie aż przełkniesz. Nie mówię, by gapić się w talerz i mleć jak krowa, ale rozglądanie się po dekoracjach, choince, stole. Wyciąganie do odpowiedzi jest notoryczne i słyszę to z opowieści innych, babcia czy mama nie może znieść, że masz ochotę milczeć lub zwyczajnie nie masz nic do powiedzenia. Gorzej, kiedy przy wspólnym stole pod tym hasłem czai się ten ton, ton oskarżenia i wrogości.

Choć do salonu, wszyscy tam są, a ty jak jakiś dzikus.

Ucieczki z głównego pokoju do mojej sypialni to moja praktyka od lat. Jak tylko mogę się ulotnić od centrum wydarzeń, robię to. Zjem, zjem, wszyscy mnie zauważą, pouśmiechają się, ja też poudaję zadowoloną, ale jak czas przyjdzie cicho wychodzę. Niestety, w tak małym gronie łatwo dostrzegalny jest brak jednej osoby i szybko wyrusza po mnie misja ratunkowa. Słyszę, że święta, że goście, nie wypada, jedzenie, rozmowa, że jestem jak dzikus, odludek, dziwoląg itd. Smutne wysłuchiwać takich rzeczy na co dzień, a co dopiero w takim czasie. Na początku działa „zaraz zaraz, tylko sms’a napiszę i do toalety zajrzę”, na jakieś 30 minut do godziny jest spokój. Potem warto wejść chociaż na chwilę, pokazać się i wyjść ponownie. Nie znam innej rady.

christmas-23

Zbyt wiele ludzi, zbyt wiele pytań.

Wspólny stół i posiłek nastraja do rozmów, zwierzeń, opowieści z życia. Mimo nielicznej obsady u mnie na święta, to i tak często mam wrażenie, że jest ich za dużo. Każdy pyta, gada, oczekuje odpowiedzi. Wszyscy naciskają, jest gwarno, zbyt wiele tego wszystkiego naraz. Tu ktoś o jedzeniu, tu o polityce, tam o zakupach, chorobach, studiach. Bla bla bla. Szybko się męczę w takim otoczeniu. Podobnie jest na imprezach tak normalnie, że tłum ludzi dookoła, każdy czegoś chce, gadają, zaczepiają, wszyscy się patrzą, potem jakieś komentarze, a ja to analizuję i wysiadam po krótkim czasie. Zdecydowanie za wiele jak na jedną osobę na jeden raz. Miewam nawet wrażenie, że dusze się, jeszcze jedna osób i nie wytrzymam.

christmas-20

Sztuczny uśmiech, zachwyt nad przepychem i zero refleksji.

Nie jestem jedną z tych, co za punkt honoru ma walkę z komercją. Rozumiem ten szał zakupowy, gotowanie uczty, dekorowanie. Wszystko ma być najlepsze, najpiękniejsze, najdroższe. Ludzie ganiają za błyszczącymi świeczkami, większymi, czekoladowymi Mikołajami, migającymi lampkami, prezentami robiącymi wielkie wrażenie. Sama lubię dobre jedzenie, ładne dekoracje i miłe prezenty, jednak ten szał wszystko zabija. Tę magię, czar, tajemnice, przytulność. Patrzę na ludzi i zastanawiam się, czy oni wiedzą co się dzieje, co świętują, o co chodzi. Zatrzymali się gdzieś na chwilę, popatrzyli na wigilijny stół z refleksją: jak dobrze, że to mamy, że możemy tak świętować, że znów spotkamy rodzinę. Bez wymuszonych uśmiechów, bogactwa na pokaz, chwalenie się kto ma bardziej na bogato. Czy te trzy dni to teatr, czy wyjątkowy czas upamiętniający ważne wydarzenie, celebrowane tradycyjnie, a nie postrzegane jako konkurs do wygrania. Gdzieś tam w środku jest prawdziwe przeżywanie narodzin Jezusa?

I jak, Introwertyk  przeżył ten szał i nadal czuł się człowiekiem? A jak wy znosicie święta introwertycy? A może macie kogoś takiego w otoczeniu i widzicie jego zachowanie? Opiszcie wszystko w komentarzach. Czekam. Zobacz również: Inspiracje dla intro. oraz Nietypowe atrybuty czytelnika.

Reklamy

9 thoughts on “Introwertyk na Boże Narodzenie. O tym jak przeżyć ten szał i nadal czuć się człowiekiem.

  1. Ja jestem ekstrawertyczką więc mam inne bolączki związane ze spędzaniem czasu w towarzystwie (tak ekstarwertcy też mają swoje problemy ;)) ale mój chłopak ma raczej introwertyczną energię. Obserwuję go w sytuacjach świąteczno/wizytowych. Czasami faktycznie milczy, albo wymyka się na dłuższą chwilę. Kiedy ktoś próbuje go wyciągnąć z jego skorupki, staram się interweniować. Oczywiście w taktowny sposób; zagaduję tę osobę, odciągam ją, zajmuję czymś, jednocześnie nie mówię nic w stylu „on czasami musi sobie odpocząć” czy coś, bo to tylko rodziłoby kolejne pytania. A tak wychodzi naturalnie, wilk syty i owca cała 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Ja mam ten plus, że rodzina przeważnie pogrąża się w dyskusji i o mnie, najczęściej, zapomina, jeśli nie włączam się do rozmowy. Ale i tak kombinuję, jakby uciec. W dzieciństwie było łatwiej – opłatek, barszcz i mogłam uciec pod choinkę do prezentów. 😀

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Gdy przeczytałam zdanie „Może byś coś powiedziała” aż przeszły mnie ciarki, to takie prawdziwe 😀 Najgorzej jak nagle wszyscy wlepiają w ciebie wzrok i czekają, aż coś powiesz, a ty zaczynasz panikować, no bo „co ja mam im teraz powiedzieć?”.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s