Czytam. Tu books.

Najgorszy koszmar człowieka i uzależnienie prowadzące na dno. „Milion małych kawałków” James Frey.


b.tyjjuuuu

„Milion małych kawałków” James Frey

Najbardziej ekscytująca w spotkaniach z książkami jest niewiedza, kiedy sięgamy na półkę, bierzemy do ręki i nigdy nie wiemy o czym tak naprawdę jest historia. Żaden opis, streszczenie ani recenzja nie oddadzą osobistego zapoznania się z opowieścią. Na szczęście. Nie raz trafia się pozycja, która ląduje w kącie po kilkunastu stronach, to dosyć normalne, bo po co marnować czas na opowieść, ani nie interesującą, ani nie porywającą. Ta pozycja budziła u mnie wielką ekscytację i oczekiwanie na wyznanie, którego sama nie będę mogła opowiedzieć. To ekscytacja najwyższej próby.

Legenda głosi, że zarówno autora jak i jego dzieło wypromowała w amerykańskich mediach znana tam bardzo Oprah Winfrey. Prowadzi taki wątek, gdzie promuje czy poleca, co przeczytać. I właśnie pewnego razu znalazł się tam „Milion małych kawałków”. Głównie ze względu, jak wszędzie ogłaszał sam autor i wydawnictwo, na fakt, jakoby sam twórca spisał ową historię na podstawie prawdziwych przeżyć James’a Frey’a. Z czasem okazało się być jedną, wielką bajką, w którą uwierzyła również sama Oprah.

Młody chłopak trafia do szpitala psychiatrycznego, gdzie ma być wyleczony z uzależnienia, alkoholowego i narkotykowego. Warto dodać, że jest osobą niezwykle agresywna i trudno panującą nad sobą. Jednak już sam początek może wciągać, bo naszego bohatera, James’a, poznajemy wówczas, kiedy on sam odzyskuje przytomność w samolocie mając ślady ostrej bójki. Jednak najważniejsze jest to, co dzieje się już w tym ośrodku. Poznajemy dzień za dniem, trudy walki z uzależnieniem, bardzo bogate opisy tego, co dzieje się z człowiekiem, jak nisko upada, biologiczne ledwo wytrzymując całą sytuację. Bez pomijania ani upiększania wymiocin, krwotoków, snów i psychicznych załamań. Wraz z głównym bohaterem poznajemy szeroki wachlarz innych pacjentów szpitala oraz pracowników. Dowiadujemy się o przeszłości mężczyzny, o tym co przeżył, gdzie był, jak wszystko się zaczęło. Życiu w takim miejscu towarzyszą oczywiście bójki, przyjaźnie oraz kobiety, a przecież celem jest wyjście z ostrego uzależnienia.

Książka jest trudna z dwóch powodów: 1. nie jest napisana tak jak zwykle napisana jest beletrystyka, czyli zdanie po zdaniu, wszystko jednym ciągiem. Tutaj jest bardzo dużo równoważników zdań, urywanych wypowiedzi, pojedynczych wyrazów. Nie jest to płynne i komfortowe do czytania. Oczywiście, to zamierzony styl, pewnie oddaje to pewien stan psychiczny bohatera. Faktyczne myśli, które nie są wypielęgnowanym ciągiem wyrazów. 2. sama treść, to o czym opowiada, pozostawia po sobie ślad. Temat ciężki, pokazany niezwykle naturalnie, bez zbędnej gadaniny i pudrowania. Pewnie dlatego nie ma wygładzonych zdań. Jak są wymioty, to są wymioty z wszelka kolorystyka, a chwilami samemu ma się poczucie rzygów w ustach , jak krew, to krew wszędzie, itd. I to też nie musi być dla wszystkich zjadliwe.

Jeśli chodzi o moją opinie, to czytając „Milion małych kawałów” faktycznie miałam wrażenie, jakby był opisem przejść osoby, która teraz spisuje wspomnienia. Za to ogromny plus, za naturalność, czasami przesadną, ale uważam, że potrzebną w takiej książce. W sumie miałam nadzieję, że to będzie coś takiego, gdzie wreszcie pokaże się prawdziwą twarz uzależnienia i wychodzenia z tego. Mamy człowieka na dnie życia, chyba wszystko co złe go spotkało i możemy przez ten fragment towarzyszyć mu w podnoszeniu się z kolan. I z tego powodu może być pouczająca. Inna rzecz, która przypadła mi do gustu, to postać James’a. Jego rozmyślania, rozmowy, traktowanie innych. Nie wykreowano z niego nadczłowieka, czyli jeśli mamy wypowiedź lekarza czy innego pacjenta, która każdego by wkurzyła, to on naturalnie się wkurza, nie chce gadać czy opowiadać o sobie. W wielu pozycjach , w podobnej sytuacji, czytałam piękne zdania, panowanie nad nerwami, bycie mądrzejszym. Wszystko to, co w życiu mało kiedy się spotyka, a na pewno nie u osób agresywnych czy na odwyku.

Nie powiem, że mnie porwała, bo to nie ten typ historii. Jest interesująca dla tych, co szukają takich mocnych doznań: rzeczowych, konkretnych opisów bez pudru. Tym wygrywa, zaciekawia i jeśli ktoś wytrwa ciężar formy jakiej użyto, to nie powinien czuć zawodu. Niektórzy bardziej wrażliwi np. na krew czy deformacje ciała itd., mogą mieć kłopot z niektórymi fragmentami. Nie uważam jej za pozycje dla każdego, zdecydowanie nie dałabym jej babci czy nawet mamie. Sięga się z racji zainteresowań, polecenia z jakiegoś powodu, a nie, aby umilić czas na majówce.

Czytaliście już „Milion małych kawałków”? Jakie wrażenia? A może znacie coś o podobnej tematyce godne uwagi? czekam na komentarze. Zobacz również: Podsumowanie 2016 roku oraz Zadbany student.

Reklamy

3 thoughts on “Najgorszy koszmar człowieka i uzależnienie prowadzące na dno. „Milion małych kawałków” James Frey.

  1. Książki co prawda nie czytałem, ale zachęciłaś mnie do zapoznania się z nią. Ogólnie super blog, bardzo podoba mi się pod względem zarówno wizualnym, jak i stylistycznym. No i oczywiście podstawa, a więc treść, którą poruszasz. Uwielbiam czytać, również jestem studentem i nie lubię utożsamiać się z tym co proponuje nam współczesny świat. Myślę, że znajdę tutaj, to co będzie mnie interesowało. Super! No i masz spoko imię. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s