Introwertyk

Jestem introwertycznym dorosłym, który był introwertycznym dzieckiem. Jak było?


5rrrt

Wspominają dzieciństwo większość osób mówi o beztroskim czasie, który spędzali na zabawie, wygłupianiu się czy psoceniu. Niczym się nie martwili, bo też mało wiedzieli o świecie, a wszystko było dopiero przed nimi. A większość z tych osób z wielką chęcią wróciłoby do tego okresu. Jakie dzieciństwo mają introwertycy? 

Moje wspomnienia.

Sama cofając się myślami do własnego dzieciństwa pamiętam głównie stres, strach, wstyd, nagabywanie. Na pytanie o najszczęśliwszy moment czy wydarzenie, zwykle mówię „nie wiem, nie pamiętam żadnego”, bo cała masa przykrych doświadczeń przysłania choćby malutkie chwile radości. I chociaż nie mogę powiedzieć, że wtedy było trudno, bo nie chodziłam głodna, brudna, naga, bez dachu nad głową lub krzywdzona brutalnie przez kogoś, to jednak wówczas miałam nieprzyjemnie oraz ciężko.

Introwertyczne dziecko w szkole.

Introwertycznym dzieciom jest niezwykle trudno w szkole. Nauczyciele chyba nie są uświadamiani ani przygotowywani, że ich podopieczni są różni, co nie jest wadą, z która należałoby walczyć. Kiedyś pisałam na ten temat wpis, jak wyglądała moja szkolna historia. W skrócie: pochwała ekstrawertycznych dzieci oraz przymusowe prostowanie spokojniejszych czy cichszych dzieci. Niestety, ważniejsze od rozwoju indywidualnego dziecka jest to, aby wszyscy byli tacy sami wedle wyznaczonych, zarządzonych z góry reguł. Więc wyobrażając sobie taką sytuacje, jak nasi mali ludzie mogą się czuć, co przeżywać, odbierać świat i dorosłych?

yut55

Introwertyk, więc trzeba ukarać.

Idąc moim przykładem, za jedną z najcięższych rzeczy w dzieciństwie był występy czy konkursy szkolne. Wbrew mnie i chyba ku „wyleczeniu” z bycia dziewczynką małomówną, ale za to z dobrymi stopniami, niestety delegowano mnie na tego typu „rozrywki”, a co gorsza, wywierano presję nie tylko na wynik jak najlepszy, ale również bym była zadowolona z tego, widocznie radosna. Nie miałam kłopotu z publicznością, choć komfortowe to dla mnie nie było, miałam wielkie problemy z tym, co działo się dookoła, z przymusem czy staraniami zrobienia ze mnie takiego samego osobnika jak cała reszta.

Nie licz na zrozumienie.

Szkoła w naszym kraju tak działała (działa?), nie ma tam wsparcia, instytucja „psychologa” szkolnego istnieje, aby panie z sekretariatu czy woźne miały z kim poplotkować i popijając kawę zajadać ciasteczka, ewentualnie sałatki. Czy miałam z kim porozmawiać o tym co czuje i co się we mnie dzieje? Nie. Nikogo to nie interesowało, kogo obchodzi dziecko w szkole, szkoła jest, aby zatrudniać ludzi, dzieci w drabince szkolnej są na samym dnie. Często brano mnie za dzieciaka, który z nudów wymyśla bzdury, naoglądało się telewizji lub tradycyjnie rzucano „wyrośnie z tego”. Mam przeogromne wrażenie, że od tamtego czasu niewiele się zmieniło w tej kwestii. Przecież WSZYSCY muszą lubić takie zdarzenia, masy ludzi stłoczonych, próby do teatrzyków i legendarną „świetną zabawę” z tym związaną. Introwertycznych dzieci nie ma, nie istnieją, a nawet jeśli gdzieś się takie narodziło, to należy go „wyleczyć” z tego, naprostować n właściwa drogę. Tak było w moich czasach.

yunb

W domu rodzinnym małego introwertyka. 

Szkoła szkołą, ale jak kluczową rolę ogrywają rodzice, rodzeństwo, dziadkowie i najbliższe otoczenie, z którym dziecko jest związane emocjonalnie, chyba nie trzeba tłumaczyć. W każdym wieku dom powinien być enklawą, ucieczką od męczącego i trudnego świata, oazą spokoju współdzielona z innymi. Brak zrozumienia czy chociaż pozwolenia na to, abym była jaka jestem, doprowadziło do tego, że zupełnie zamknęłam się w sobie, odcięłam, nie byłam w stanie dopasować się w ramy wymagań. To, co dzieje się w rodzinie jest, moim zdaniem, znacznie ważniejsze nawet niż szkoła i nauczyciele. Wtedy nie ma ucieczki, wtedy jest ciągły stres bez pomocy z którejkolwiek strony. Utrata zaufania do kogokolwiek, a przecież wciąż mówimy o dzieciach, które same sobie nie dadzą rady.

okll

Inne zalety, to nie wady.

Dziecko, które lubi czytać, wymyślać historyjki, bajki, spędzać czas samemu, rysować, malować, jeździć na rowerze po parku, być w swoim świecie nie tylko dziwi, ale często denerwuje rodziców, bo nie jest takie jak inni. Wykazują się na wiele innych sposobów w różnych dziedzinach, lecz zazwyczaj pcha się je tam, gdzie one nie chcą, ale przynajmniej wydają się „normalne”. Zaś opór odczytuje się jako oznakę lenistwa. Czy to w zaciszu domowym czy nie, brak zapału czy chęci był karany, tępiony i źle odczytywany. Niestety, w takich przypadkach działania wykonywane bez nakazów czy wykonywane dobrze, są nie dostrzegane. Zauważa się przywódców podwórkowej grupy niszczącej kwiaty, a nie dziecko z nadzwyczaj rozbudowaną wyobraźnią.

ertbbn

Introwertyczne dziecko wśród rówieśników.

Wreszcie czas na chyba najbardziej odczuwalną rzecz, czyli stosunek rówieśników. Wszyscy wiemy, że dzieci naśladują rodziców czy ogólnie dorosłych, których mają dookoła. Więc, kiedy zaobserwują w jaki sposób oni traktują (w tym przypadku) introwertycznego kolegę lub koleżankę, sami to powtarzają. Nie mają skrupułów, zahamowań w dokuczaniu, izolowaniu i prześladowaniu. Introwertycy nie są tak związani z grupą, nie są duszą towarzystwa, nie lgną, aby ciągle być z innymi, czasami czują się zagubieni lub niekomfortowo. Inne podejście do takich zdarzeń powoduje, że są poza towarzystwem, nie odnajdują się tam, są alienowani i odpychani, bo nie mieli tyle okazji, by się z resztą zżyć, zintegrować i być częścią. Do tego ich odmienne podejście choćby do spędzania czasu na przerwie lub unikanie bycia w centrum wydarzeń, kończy się piętrzeniem niechęci czy wręcz wrogości w stosunku do takiego rówieśnika. Kiedy większość koleżeństwa jest przeciw, to jest mała szansa na to, by ktokolwiek się wyłamał i chciał się zaprzyjaźnić, miałby wtedy przeciw sobie całą resztę, a zyskiwał jedynie towarzysza – dziwaka, co jest mało atrakcyjne w tym wieku.

yy

Niebiańskie życia introwertycznego dziecka.

Jak to jest być introwertycznym dzieckiem? Zapewne cudownie, wspaniale i przemiło, jeśli otoczenie, szczególnie rodzice, nie chce owego dziecka „prostować” do wytworzonego szablonu o nazwie „jakie dziecko powinno być”. Niestety, tak jest w mniejszości. Introwertyczne dzieci nie maja łatwo dlatego, że sami nie rozumieją co się dzieje, nie wiedzą za dużo o sobie i pragną zadowolić rodziców czy nauczycieli. Wieczna presja i bycie najgorszym, zamienia dzieciństwo w bardzo nieprzyjemny czas, zupełnie nie związanym z okresem beztroski i szczęścia. Bycie introwertycznym małym człowieczkiem zamienia się w koszmar.

Co sądzisz o podejściu do introwertycznych dzieci przez nauczycieli? Masz jakieś doświadczenia, a może znasz podobną historię? Koniecznie napisz w komentarzu. Zobacz również: Introwertyk na zakupach. oraz Cytaty dla introwertyków.

Reklamy

14 thoughts on “Jestem introwertycznym dorosłym, który był introwertycznym dzieckiem. Jak było?

  1. Najgorsze jest to niezrozumienie innych ludzi- Co tak cicho siedzisz?Dlaczego nic nie mówisz? Jakby każdy musiał paplać bez sensu na lewo i prawo! Do tego to ocenianie „Pewnie siedzi cicho,bo nie ma nic do powiedzenia”, gdy tymczasem w głowach introwertyków zazwyczaj bardzo dużo się dzieje

    Polubione przez 1 osoba

  2. Rzeczywiście introwertycy często dostają po głowach za to jacy są, a wynika to z niezrozumienia innych osób. Ja akurat miałam szczęście znaleźć się właśnie w tej mniejszości, czyli wychowywać się w rodzinie, która pozwalała mi być jaka chcę i dawała mi pełne wsparcie. Dzięki temu teraz jest mi łatwiej i nie przejmuję dogadywaniem innych, nie czuję się ani gorsza ani lepsza. Ale potrafię sobie wyobrazić koszmar bycia introwertykiem odrzucanym nawet przez najbliższych. Jest to o tyle smutne, że dzieci introwertyczne łatwo się zamykają w sobie i zamiast móc się rozwijać i cieszyć życiem, wyrastają potem na odsuniętych i wycofanych dorosłych. Niestety przez cały ten czas nie przyszło mi do głowy jak można by wpływać na ekstrawertyczną część społeczeństwa celem zmiany ich beznadziejnego podejścia do introwertyków. Nauczyłam się nimi nie przejmować, ale nie umiem im pewnych rzeczy uzmysłowić. A szkoda.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zazdroszczę, że miałaś taką rodzinę. Niestety, jak takie dziecko w dzieciństwie się zamknie, to potem w dorosłości trudno go otworzyć, na pewno jest ciężej dla samej osoby, się przełamać, ale też innym zbliżyć się do kogoś takiego.

      Polubione przez 1 osoba

  3. Podejrzewam, że są gdzieś i ekstrawertyczne dzieci niezrozumiane przez introwertycznych rodziców, ale niestety, w przeważającej większości to od introwertyków wymaga się zmiany.
    Moi rodzice niby też są introwertykami, ale i tak chcieli, żebym była bardziej towarzyska, bardziej rozmowna, bardziej przebojowa. Podejrzewam, że chcieli, żebym miała łatwiej od nich w życiu, ale mimo wszystko 😀

    Polubione przez 1 osoba

    1. Jak tak rozglądam się dookoła, to na ekstrawertyczne dzieci głownie nie zwraca się aż tak uwagi, bo to, że dzieci szaleją, są głośne, wybuchowe, gadają ile chcą, jest uznawane za normalne i że rzecz w tym, aby je wychować, wtedy będą dobrze się zachowywać. Z introwertycznymi jest tak, że to ciche zachowanie jest odbierane jednak negatywnie.

      Polubione przez 1 osoba

  4. Szczęśliwie pozwolono mi być dzieckiem jakim chciałam być. Nieszczęśliwie nikt nawet nie próbował zadbać o to, abym socjalizowała się lepiej.
    Tak sobie myślę, że co było to było, wiele można zmienić, wiele zapomnieć, wiele nowego się nauczyć.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Niestety, muszę przyznać, że o moją socjalizację tez nikt nie dbał, Wytykano mi, wiele i dobitnie, ale nikt nie wziął mnie za rękę i nie zapisał na np. jakiś sport czy chociaż wypchnąl do ludzi. Lepiej krzywdzić słowem i brakiem emocji.

      Polubienie

  5. Wczoraj miałam właśnie rozmowę z wychowawcą jednej z córek. I ten temat nagminnie się powtarza u każdej z nich, za każdym razem.

    „No, żeby jeszcze córka bardziej się integrowała z rówieśnikami, a nie stała samotnie na przerwie.”

    Można tłumaczyć wkoło to samo, ale nic to nie zmienia. Nauczyciele twierdzą, że rozumieją, ale nie rozumieją. Zaczynam mieć dość wałkowania tego tematu. Od dawna zdaję sobie sprawę, że nic się nie zmieniło i pewnie nie zmieni szybko. Jeden z wychowawców jest wybitnie ekstrawertykiem i dla niego jest to niepojęte. Już nawet nie tłumaczę, bo po co… Gadał dziad do obrazu…. Skoro więc nie można dogadać się ze szkołą, to pomyślałam, że spróbuję dogadać się z dziećmi. Pomóc im, by zyskały tę świadomość siebie samych. Nie mogłam ich zostawić tak, jak zostawiono mnie. Musiałam coś zrobić, żeby nie płakały na każdej przerwie, by nie bały się życia i chodzenia do szkoły. By nie bały się rówieśników, ekstrawertyków. Po którymś tam z kolei łzawym powrocie ze szkoły i pytaniach „czemu jestem inna”, postanowiłam zadziałać mocniej. Kazałam córce wyobrazić sobie całe pole czerwonych róż i w środku jedną herbacianą różę. Zadałam pytanie, czy ta jedna róża według niej jest piękna czy nie? Odpowiedziała, że tak. Te czerwone są piękne i ta herbaciana też. Powiedziałam jej, że ona jest właśnie tą herbacianą różą, bo inne nie znaczy gorsze. Wyjaśniłam, że ludzie są różni, że są ekstrawertycy i są introwertycy. Opowiedziałam im o sobie, jako o introwertyku, o trudnych czasach. Pokazałam mój tekst o introwertykach, na moim blogu. Reszta córek przysłuchiwała się tej rozmowie, potem wspólnie czytały mój tekst. Później zaczęły same szukać informacji i tylko z czasu słyszałam okrzyk:

    – To ja, to ja!
    – To o mnie!

    Ta rozmowa najwyraźniej pomogła, bo od tamtej pory zaczęła się poprawa. Dzieci nie wracały już z płaczem. Nie, nie zaczęły też bardziej się integrować. Jak stały z boku, tak stoją, ale już nie zastraszone, nie smutne. Świadome…

    Tę rozmowę zapamiętam do końca życia, bo dla mnie była najtrudniejsza. Nie wiedziałam jak im pomóc, więc pomyślałam, że zrobię dla nich to, co chciałabym, aby ktoś zrobił dla mnie wiele lat temu.

    Ten temat często nadal wraca w rozmowach. Jest też spory problem z braniem udziału w apelach, teatrzykach czy wszelkich spotkaniach w klasie, przy suto zastawionych stołach, kiedy nie ma lekcji a jest jakieś święto. Czasem wychowawczyni robi przedstawienie dla rodziców. Córka nagminnie wtedy marudzi, męczy się okropnie. Nie chce brać w tym udziału, ale jest poniekąd do tego zmuszona. Sama też wolę wtedy choćby gruz przerzucać… W tej kwestii chyba zostaje tylko rozmowa z dzieckiem i nauczenie go asertywności, bo „szkoła rządzi się swoimi prawami i tu trzeba współpracować”.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Twoje dzieci mają szczęście, że maja taka mamę. Fajnie słyszeć takie historie z pozytywnym zakończeniem. Mam tez nadzieję, że w przyszłości twoim dzieciom będzie lżej i lepiej w szkole. 😉

      Polubienie

  6. Bardzo ciekawy tekst. Mam podobne doświadczenia z dzieciństwa. Zawsze wytykano mnie od dziwaków, ale byłam w jakiś sposób świadoma tego, że sama się izoluję, więc próbowałam na własną rękę „wejść w grupę”. Kończyło się to jednak jeszcze gorzej, bo z przylepioną już wcześniej etykietą „dziwak” z góry byłam skazana na porażkę. Dla mnie wspomnienia z dzieciństwa, a zwłaszcza z podstawówki i gimnazjum to seria porażek, nieprzyjemnych sytuacji i szukanie swego miejsca. Szkoda, że dopiero dziś zaczyna się mówić o introwertykach po prostu jak o innych typach osobowości, a nie jak o dziwakach.
    Pozdrawiam 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s