Studia Studenta.

Ogony, które warto zrzucić na studiach, czyli: nie hoduj pasożyta i ciesz się wolnością.


f544

Jednym z najważniejszych elementów studiów i tej ogromnej zmiany życiowej, która następuje poprzez przejście z liceum na uczelnią, są ludzie. Nowi ludzie. Wiele nowych ludzi. Przeróżnych, nie tylko jeśli chodzi o kraj pochodzenia, religię, język itd., ale odmiennych emocjonalnie, psychicznie i światopoglądowo. Wiele osób wskazuje, że to właśnie nowe znajomości są najfantastyczniejszą rzeczą na studiach, to dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć, jak źle może się to skończyć, gdy zbyt szybko i na oślep wpadniecie wir nawiązywania kontaktów.

Trzymaj się z kimś. 

Jak wspominałam, obecnie mam drugie podejście do studiowania, tym razem znacznie bardziej udane niż pierwsze. Chociaż jestem dopiero na początku, to już to czuję, nie tylko przez oceny, lecz również przez moje samopoczucie na uniwersytecie. Zawdzięczam ten stan również ludziom, których teraz tutaj spotkałam poznałam i z którymi stykam się codziennie na zajęciach. Można się domyślić, że inaczej się studiuje, jeśli każdy dookoła jest obcym i z nikim „się nie trzyma”, a inaczej z jedną czy więcej znajomych. Mam okazje poznawać różne osoby, w większości kilka lat młodszych ode mnie, wiadomo, również i ja zakolegowałam się bliżej z kilkoma z nich. Jak to na początku, nie wiemy kim są Ci ludzie, po prostu, z kim gadasz z tym siadasz i z nim idziesz do metra.

saawawa

Pierwszy szał znajomości. 

Wpadając w ten wir poznawania nowych ludzi, coraz więcej nowych studentów, kolejnych i kolejnych, nie tylko na własnym kierunku, ale przecież i wf, lektorat, ogun itd., wszędzie tam następni, następni, aż w pewnym momencie wszystkie imiona się mieszają. Momentami pojawia się strach „a jak przegapię kogoś fajnego, przyjaciela na życie, jak zapomnę imienia, jak się obrazi, jak powiem coś nie tak, jak przegapię miłość życia”. W ten sposób staramy się być wszędzie i z każdym, aby mieć szeroki wachlarz rozpoczętych znajomości, jak tego nie będzie, o to usiądę z kimś innym, jak ten mnie wkurzy, to pójdę do innego. Motywacja, chęć parcia do przodu, pomnażania znajomych na fb, chwalenia się fotkami z integracyjnego piwa, szał ciał bo i studia i koleżeństwo i fajowo na całego. Obrastamy dookoła kolejnymi ludźmi, w których widzimy swoje towarzystwo i oczywiście walczymy, aby było jak największe.

Kiedy nadchodzi rutyna studiów.

Po pewnym czasie kurz osiada, klapki z oczu spadają, pojawią się kłopoty, na wierzch wychodzą prawdziwe charaktery, ludzie pokazują nowe oblicza, zmienia się nastawienie, wchodzi rutyna. Dookoła ludzie, których poznałeś, trzymacie się razem, jedni bliżej, drudzy dalej. Może już ktoś odpadł, a może nawet większość z nich. Chodzicie razem na ćwiczenia, wykłady, a nawet na jeszcze inne zajęcia. Masę czasu spędzacie razem, gadacie nie tylko na korytarzach, piszecie sms’y, wiadomości, dzwonicie, dzielicie się notatkami, radzicie, pomagacie. Wydawałoby się, że fajnie, bliska osoba, może nawet już przyjaciel, z którym sobie studiujemy i spędzamy razem czas nawet poza murami uczelni. Zapowiada się super, no bo gdzie poznać relacje na lata, jak nie tutaj.

uy22

Student – Ogon. 

Studenci-ogony (to moje określenie, może znacie je pod innymi nazwami), to osoby mało dojrzałe, w większości (choć nie zawsze) które dopiero wyszły z liceum, pod ciepłym płaszczem opieki rodziców, dziadków, mało doświadczone przez życie, wciąż żyjące tym rytmem szkoła-dom, bez większych obowiązków, bez innych elementów wypełniających czas. Tak naprawdę, to prócz nazwy placówki edukacyjnej, to niewiele się zmieniło od kwietnia. Taki człowiek przybywając na uniwersytet (czy na coś innego) jak większość czuje się niepewnie, trochę zagubiony i z całych sił próbujący to ukryć. Co zrobi, aby nikt się nie dojrzał jego strachu, a on mógł kontynuować swoje dziecinne zachowanie, wciąż chowając się za kogoś? Szuka osoby na kim mógłby pasożytować, podążać jego ścieżką i wciąż móc cieszyć się „ochroną” dorosłego. Uwierzcie mi, na studiach takich ludzi jest nie mało.

Niezdrowe przywiązanie i separacja.

Piszę o tym po trosze z doświadczenia i ku przestrodze. Takim ludziom zależy na czasie, czym prędzej się przyssać i już do końca podążać jak cień czy ogon przez resztę studiów. W pewien sposób zatrzymać swojego „żywiciela” dla siebie, jakby odizolować go od możliwości zbudowania z kimś innym silnej więzi, bo wtedy jego pozycja byłaby zagrożona. Coś na zasadzie „jesteśmy blisko, po co ci ktoś inny, gdzie ty tam i ja, zawsze razem, będzie fajnie”. Nawet przy staraniach, żeby poznać kogoś nowego, jest to trudne, bo wciąż jest za plecami cień, uniemożliwiający, blokujący i odstraszający potencjalne kontakty. Koniec końców, zawsze gdzie Ty tam i ON. Dosłownie wszędzie. Przychodzi czas kolejnej rejestracji na przedmioty, układa sobie taki sam plan, jak twój. Już nie ma szans na separację, odpoczynek czy dystans, bo na każdym kroku towarzyszy ci Ogon.

ght

Mało pożytku, a tyle szkód. 

Teraz najważniejsza rzecz, jak każdy pasożyt, tak i ten przynosi negatywne skutki. Choć oczywiście nie są widoczne od razu, subtelne, zakamuflowane, a nawet schowane, to jednak przy spojrzeniu z dystansu doskonale je widać. Niby można na tej wadze, jako odważnik po drugiej stronie, położyć np. fakt, że macie z kim rozmawiać czy siadać na zajęciach, nie jesteście sami podczas okienka…. ale bądźmy szczerzy, jak się chce to zawsze znajdzie się inna osoba, z którą (kto wie) warto nawiązać relację do tej pory nieistniejącą. Wracając do negatywnych skutków, chyba najbardziej odczuwalnym jest pewnego rodzaju wyczerpanie, zmęczenie. Dosłownie, jest taki moment, że na samą myśl o towarzystwie Ogona, aż się nie chce, spada taki tonowy ładunek na bary i to się nosi. Do tego również dochodzi zniechęcenie czy poczucie odtrącenia innych, bo być może jest ktoś, kto po kilu rozmowach chciałby się lepiej zapoznać czy zbliżyć, a taki Ogon odstrasza, bo „skoro już ma przyjaciółkę u boku, to nie będę się tam pchać”. Bierze w kleszcze, owija się dookoła, tracąc poczucie swobody, wolnego oddechu i poczucie władania własnym życiem.

Ocięcie ogona, szybkie i bezbolesne. 

Kiedy ja pozbyłam się swojego Studenta – Ogona, a było to niedawno, bo jakieś 3 tygodnie temu, użyło mi. Nie jestem specjalnie popularna na swoim roku, gadam z różnymi osoba, wiadomo jak to czasami na korytarzach jest. Od października miałam za sobą, wciąż i wciąż tę osobę, która nawet do toalety mi towarzyszyła. Nie chce tu opisywać miesiąc po miesiącu, co i jak było, ale przyznam, jak powiedziałam, że potrzebuję czegoś innego, kogoś innego, nasz kontakt ograniczyłam do minimum, odetchnęłam, a z barków spadł mi ciężar, który nosiłam nieświadomie nawet. Nadal chodzimy na te same zajęcia, ba, nawet robimy pewną prace razem (co mi nie przeszkadza, jeśli chodzi o takie sprawy jak praca w grupie z nią, jestem w stanie sobie z tym poradzić i działać), mijamy się na korytarzu czy przy wejściu, ale wreszcie odcięłam Ogon. Wolność, można powiedzieć.

polm

Nie marnuj czasu, nie marnuj studiów. 

U mnie szybko poszło jak widać, od października do połowy marca. Przyznam, warto, bo studia to tylko element życia, teraz są, za 5 lat nie będą, a nie ma co się męczyć z taką znajomością. Nie bałam się, że zostanę sama samotna na korytarzu czy w kącie sali, ludzi można poznać tutaj, ale też i gdzie indziej. Ważne, aby po tych pierwszych fajerwerkach, szale znajomości i nowych osób, zdmuchnąć kurz i zobaczyć co tam jest ukryte.

Masz własne doświadczenia z takimi ludźmi podczas studiów? Posiadasz Ogon? A może dostrzegasz to gdzieś w pobliżu? Co uważasz na temat takich ludzi? Czekam na komentarz i dyskusję, bo naprawdę jestem ciekawa, jak to jest u innych.

Zobacz również: Jak poradzić sobie na studiach? oraz Prezenty dla studenta.

Reklamy

2 thoughts on “Ogony, które warto zrzucić na studiach, czyli: nie hoduj pasożyta i ciesz się wolnością.

  1. Namacalnie wręcz rozumiem, o czym piszesz. Z „ogonami” nie miałem nigdy kłopotów – odcinałem je bezlitośnie. Nie wszystkie „ogony” są żenujące, bowiem jeden z nich pozostał moim przyjacielem do końca życia – okazało się, że tylko sprawiał wrażenie rzepa, lecz po bliższej analizie posiadał infantylny charakter, z którego sam się śmiał. Miał zeza, był tyczkowaty, bardzo niezgrabny, co nie przeszkodziło mu poślubić naprawdę fajnej dziewczyny – Gosi. Są szczęśliwi do dzisiaj: tyczkowaty on z zezem i seksowna Gosia.

    Studia, rzeczywiście, odurzają ilością znajomości. W akademickim tłumie mamy cały wachlarz osobowości, od ponurych po wesołkowate, od ślamazarnych po energicznych, od kujonów po pragmatyków itd. Ja pozostawiłem wybór swojego grona zwykłemu przeczuciu – jakoś, spontanicznie, już nie pamiętam jak, utworzyła się paczka przyjaciół. Są niezastąpionymi, prawdziwymi przyjacielami do dzisiaj – zrobię dla nich cokolwiek, a oni dla mnie też (o czym się nie raz przekonałem). Tylko wtedy nie było Facebooka, zatem selekcja odbywała się bez wirtualnych okraszeń, w sposób naturalny…

    Nauczyłem się w życiu, że niewielu przyjaciół potrzeba do szczęścia – jeden jest lepszy niż 347 cybernetycznych twarzy. Najlepszych i najwierniejszych przyjaciół mam ze studiów.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s