Studia Studenta.

Po pierwszym roku studiów. Podsumowanie ostatnich miesięcy studiowania na uniwersytecie.


jasmin.quaymor

Mogę to już powiedzieć, pierwszy rok studiów za mną. Po rocznej przerwie wróciłam na uniwersytet, zaczęłam wszystko od nowa, ze świeżą głowa i bez uprzedzeń. Jaka jest różnica między pierwszym a drugim podejściem do studiowania? Wielka. Póki co, wszystkie zajęcia drugiego semestru dobiegły końca, przede mną sesyjne egzaminy, ale to już inna para kaloszy. Póki co, mam kilka refleksji, którymi dzisiaj się podzielę. Po pierwszym roku studiów.

Po tym jak rzuciłam studia i poszłam na nowe.

Rozpoczynając w październiku zajęcia miałam większą wiedzę, obycie, doświadczenie, niż większość towarzystwa z roku. Nieudany, pierwszy sezon mój w roli studenta, choć zakończył się szybko, lecz wyniosła z niego wiele cennych obserwacji. Było mi łatwiej, bo już wiedziałam z czym to się je, jak wygląda studiowanie, czy ogólne życie uniwersyteckie, jak to jest z egzaminami, kolokwiami, zaliczeniami, usosem, dokumentami, rejestracją itd. Pewne przedmioty miałam już pozaliczane i przez to możliwość przepisania z nich ocen, co wiadomo, odciążyło mnie trochę. Z drugiej strony, byłam o dwa lata starsza, ta cała wiedza, o której pisałam powyżej, powodowała na początku strach przed kolejną porażką, mniejszą radość z tej uniwersyteckiej przygody, większą świadomość upływającego czasu. Lecz to tylko w niewielkiej części.

dddsss

Dorosłam do studiowania i radości z nich.

W większej części, byłam mega podjarana powrotem i tym, że odpoczynek oraz zmiana kierunku, to były dobre decyzje, a teraz wszystko znów zależy tylko ode mnie. Wcześniej byłam jednym z wielu wystraszonych dzieciaków z liceum, których wsadzili w dorosłe życie i kazali grać oskarowe role. Sama siebie nazywałam „dzieciuchem”. Teraz dorosłam, dojrzałam, poznałam siebie, chociaż może się to wydawać błahe czy mało ważne, jednak bez tego trudno było mi jakkolwiek odnaleźć się tam. Jednocześnie, przy drugim podejściu zmieniłam swój stosunek do ludzi na roku, do poznawania innych, szukania/wybierania towarzystwa. Stałam się bardziej otwarta i naprawdę chciałam poznawać osoby dookoła mnie. Nie mam na myśli usilne szukanie przyjaciół, ale zwyczajnie, nie budowanie barier wokół. To jak podchodziłam do samej nauki na pierwszych studiach było…, w zasadzie nie było, bo mało wówczas myślałam o samej nauce, tak bardzo pochłaniały mnie inne rzeczy, głównie negatywne. Obecnie, uczę się.

Zaskoczenia.

Zaskoczeniem wielkim jest czas, to jak szybko minął, bo przecież dopiero co zaczynałam pierwszy semestr i miałam w głowie jedną myśl, aby tylko wszystko ogarnąć. Sama nie wiem kiedy to minęło, dopiero co było Boże Narodzenie, pierwsza sesja czy nawet majówka. Tyle razy nudziłam się na wykładach oraz ćwiczeniach, chciałam już mieć je za sobą. A teraz mam, szykują się egzaminy, a ten czas i pobiegł dalej. Niby takie banalne, ale wiem na pewno i staram się, aby tego czasu już nie tracić, właśnie dlatego, bo tak szybko mija.

pppphn

Sukcesy.

Jeśli chodzi o sukces pierwszego roku studiowania, to mam ich kilka. Ok, nie będą to wielkie torpedy, ale ja się z nich cieszę, bo staram się trzymać zasady „małych kroczków”. I tak zacznę od tego, że dotrwałam do końca, nie poddałam się, nic mnie nie pokonało. Patrzę wstecz i cieczy mnie, że się udało. Kolejna rzecz, to dwie, udane rejestracje na przedmioty. A w zasadzie trzy, bo mam już plan na kolejny semestr. Uwierzcie mi, to naprawdę sukces, walka z rejestracjami i usosem, to niczym Bitwa pod Grunwaldem. I szczęście i refleks i mam plan. Następny sukcesik, to wyrobienie wszystkich, czterech obowiązkowych semestrów wf. Juhu, wreszcie mogę potrenować to, co lubię, a nie to, co pasuje mi do rozkładu zajęć. Sukcesem jest brak poprawki przy pierwszej sesji, w tej też się postaram powtórzyć wyczyn. Jeszcze jeden sukces, to podejmowanie odważnych decyzji. Jeśli chodzi np. o ludzi i ich selekcję czy o zgłoszenie się, dobrowolne, do wystąpienia publicznego przed wszystkimi, dla mnie to wielka rzecz.

Porażki.

Porażki, niestety nie uniknęłam tego, choć też dzięki nim się uczę. Myślę, że moją porażką, było zwlekanie z dołączeniem do jakiejś studenckiej organizacji. Od początku miałam to w planach, ale odwlekałam i odwlekałam i póki co nigdzie się nie zapisałam. Zdecydowanie odbieram to, jako swój dołek. Kolejna, podobna do poprzedniego, to zawalenie pracy. Miałam iść do pracy, chciałam iść do pracy, ale nie poszłam. I lenistwo i to i tamto, zawsze coś, w ten sposób cały rok akademicki przeleciał, a ja nadal nie podjęłam pracy. Chciałam łączyć ją z nauka, mam nadzieję, że uda się w kolejnych latach. Jako porażkę odbieram również niektóre oceny z egzaminów sesji zimowej. Niestety, chociaż zdałam, co jest świetne, to w niektórych przypadkach, chciałam i liczyłam na więcej do siebie.

ytdd66

Doświadczenia.

Chociaż to dopiero pierwszy rok, to mam już na plecach spory bagaż doświadczeń. Nie tylko ze studenckiego życia, ale głównie jeśli chodzi o ludzi oraz poruszania się, odnajdywania w nowym środowisku. Każda sytuacja, rozmowa, egzamin, wykład jest nowym doświadczeniem, które coś mi daje, jednak tylko ja sama decyduję czy pozwolę sobie, abym z tego czerpała. I chociaż wiele razy nudziłam się na zajęciach, czułam na skórze marnotrawienie czasu, wkurzali mnie ludzie dookoła, jednak sposób w jaki poradziłam sobie z tym, jest kolejnym, małych doświadczonkiem. Być może wartościowym w przyszłości. Uniwersytet, a bliżej mówić, kierunek studiów i dany rok, jest taką małą społecznością, gdzie choć z pozoru niewiele się dzieje, to oddaje w mikro skali ona to, co czeka nas w prawdziwym życiu później.

Zawody.

Największy zawodem na pierwszym roku studiów, byli ludzie. Na nich najczęściej się zawodziłam i to nawet nie chodzi o jakiś bliskich czy przyjaciół. Czasami chodziło o zwykłą ludzką uczciwość, obowiązkowość, prawdomówność, sumienność, słowność lub honor. Wielu z nich pokazało, że słowa „umiesz liczyć, licz na siebie” powinny mi w głowie ciągle świecić na czerwono. Zawsze uważam, że jak ja komuś pomogę, to potem on lub nawet ktoś inny, odda to mnie. A różnie to bywa.

cd4434

Przemyślenia.

Moje ogólne przemyślenia dotyczące pierwszego roku studiowania , zaczynają się od słów „jak dobrze”, bo naprawdę świetnie, że tutaj wróciłam i jestem. Nie żałuję, szkoda, że dopiero po dwóch latach trafiłam tu, gdzie mi się podoba. Ale nieważne, kto wie, jak by to było, gdybym poszła wówczas, w 2014 roku, na mój obecny kierunek. Myślę sobie, że widocznie tak miało być, nie ma co rozgrzebywać starego, chcę iść do przodu.

Plany.

Plany mam i to ciekawe. Na pewno chcę zdać sesje letnią, jak najlepiej i jak najszybciej. Jeśli chodzi o drugi i kolejne lata studiów, to mam zamiar wreszcie połączyć naukę z pracą, czuję, że to ten czas oraz moment, aby wreszcie działać bardziej, więcej. Kolejny krok, to zapisać się do organizacji studenckiej, nie tylko po to, aby być, ale chcę poznać nowe osoby, nabyć nowych umiejętności, czerpać doświadczenia. Jak mi się nie spodoba, wypiszę się, ale chcę przeżyć przygodę ze studiami naprawdę. Następnie w planach mam rozwój artystyczny, w kierunku fotografii. Może i na uniwersytecie da się coś z tym zrobić, gdzieś, coś ciekawego robić.

Jak wygląda podsumowanie waszego roku na studiach, niekoniecznie pierwszego? Studenci, jak wasze studia, a byli studenci, jak wy to pamiętacie? Może macie inne, ważne wydarzeni godne takiej analizy? Piszcie koniecznie. Zobacz również: Playlista na sesję. oraz Czego nikt mi nie powiedział o studiach wcześniej.

Reklamy

9 thoughts on “Po pierwszym roku studiów. Podsumowanie ostatnich miesięcy studiowania na uniwersytecie.

  1. Ja się zawiodłam czwartym rokiem studiów, chyba nawet bardziej niż poprzednimi latami. Okazało się, że większość wykładowców ma naszą chęć uczenia się w poważaniu i zamiast traktować swój przedmiot z większą powagą, patrzą tylko na to ile osób jest na zajęciach i zadają pisanie streszczeń jak w gimnazjum…

    Polubione przez 1 osoba

      1. Wiesz co, po 4 latach studiowania zniechęciłam się wystarczająco, żeby po prostu dotrwać do zakończenia ten rok i zapomnieć. Udawać, że przez 5 lat miałam śpiączkę. Cokolwiek. ;D

        Polubione przez 1 osoba

    1. W tym roku kończę studia magisterskie. Generalnie rzecz ujmując to całe studia, to jeden wielki śmiech na sali. Począwszy od pisania streszczeń, do podwyższania ocen za przyniesione plastikowe nakretki. Jednak po słowie „Uniwersytet” spodziewałem się lepszego podejścia do sprawy i chęci uczynienia ze studentów polskich mózgów naukowych, jednakże… studnia nie maja z tym nic wspólnego. Oczywiście to moja subiektywna opinia. 🙂 Pozdrawiam! 🙂

      Polubione przez 2 ludzi

  2. W sumie pierwszy rok studiów u mnie przebiegł lekko i łagodnie, pojęcia nie mam, co wtedy robiłam. 😀 Teraz jestem na pierwszym semestrze magisterskich i jednak większą mam świadomość, na czym spędziłam te miesiące (nie wiem, czy to skleroza, czy fakt, że wtedy naprawdę nic nie robiłam).
    A masz na oku jakąś konkretną organizację studencką może? Bo w sumie kiedyś myślałam o dołączeniu, potem mi się to jakoś rozmyło z racji tego, że na nic fajnego nie trafiłam.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s