KulturA.

„Riverdale” – serial z tajemniczym zabójstwem i zapomnianymi sekretami.


saas

Minęła 1/3 moich wakacji, podczas których postanowiłam nadrobić popkulturowe i zaległości sięgnęłam po jej serialowy segment. Pisałam już posta (link na końcu wpisu) na temat seriali, które niedawno widziałam, a które uważam, że warto zobaczyć. Dzisiaj postanowiłam podzielić się wrażeniami po ostatnim odkryciu serialowym, do którego z początku podchodziłam sceptycznie po tym, jak usłyszałam, że twórcy stylizowali się na historii „Twin Peaks”. Ale czy na pewno „Riverdale” można do niego porównywać lub stawiać w jednym szeregu? Cóż, każdy wielki fan produkcji z 1990 roku oburzy się i zaprzeczy. A ja… powiem na samym końcu.

Riverdale” zdecydowanie jest serialem tworzonym dla młodzieży, o młodzieży, przez młodzież (mam na myśli szeroką, młodą obsadę). I chociaż pewnie w tym momencie nieco starsi widzowie mogą sobie pomyśleć, że skoro to kolejne wymysły o przestylizowanych nastolatkach z ich „dramami” życiowymi, więc się wycofuję. Jednak nie, proszę zostać do końca. To nic z cyklu „Pretty little lairs” („Słodkie kłamstewka”), gdzie moje oczy i uszy zostały sponiewierane tym wszystkim, co się tam działo. Tym razem autorzy postanowili zrobić współczesną, odświeżoną, nową wariację, gdzie osią fabuły jest morderstwo nastolatka oraz śledztwo niestrudzonych przyjaciół.

f5667

Historia dotyczy grupy nastolatków z miasteczka Riverdale, którzy chodzą do jednego liceum, łącza ich przyjaźnie czy też antypatie, którzy znają się wszyscy świetnie, a co ciekawe, są pewnego rodzaju kontynuacją życia, młodości własnych rodziców. I chociaż główne wydarzenia dotyczą dzieciaków, to gdzieś tam na drugim planie, ale bardzo ciekawym, toczą się losy matek i ojców, którzy kilkanaście lat temu byli tacy sami, znają się wyśmienicie z tej samej szkoły, z podwórka, ze wspólnego dorastania. Fabuła rozpoczyna się od śmierci młodego chłopaka, brata bliźniaka głównej bohaterki, którego śmierć w jakimś stopniu dotyka każdej poznanej postaci. Jako, że pochodził on z zamożnej, wpływowej i znanej rodziny, całe miasto żyje tajemniczą śmiercią nastolatka.

Rozpoczyna się akacja, która trwa do ostatniego, 13., odcinka. Bo to co wydawało się oczywiste, w pewnym momencie zmienia się o 180 stopni. Kolejne dochodzenia biegnące równolegle, prowadzone przez różnych bohaterów, który każde odkrywa kolejne, inne fragmenty zagadki. W między czasie na jaw wychodzą skrywane tajemnice, uśpione uczucia, małe i duże dramaty nastolatków oraz ukazują głęboko skrywane fragmenty charakterów.

r44334

Za co warto obejrzeć:

– całkiem fajnie skonstruowana fabuła, trzymająca w napięciu, wzbudzająca ciekawość widza, odkrywająca kawalątek z odcinka na odcinek, ale nie za wiele, jednocześnie to co pokazuje nie jest takie jak się wydaje, może mieć różne znaczenie w ostatecznym rozrachunku

– młodzi aktorzy, którzy radzą sobie naprawdę dobrze, nie kłują w oczy swoją sztucznością i drewnianą postacią (co jak dla mnie było największym minusem Pretty Little Lairs), chociaż mamy tu typowy schemat z licealnych filmów czyli kujonka, przystojniak, przyjaciel gej, szkolna zołza, piękność z wielkiego świata, dziwak itd., to oni nie są przerysowani i nadmuchani, dla mnie dobrze wykreowane

– ta cała historia trzyma się kupy, ja jestem w stanie uwierzyć w to co się tam dzieje, oczywiście efekt ten umacniają aktorzy, stylizacje, światło, zdjęcia

– przez pokazanie również rodziców w tym wszystkim, zarówno historia morderstwa jak i samego miasta ma kolejne znaczenie, którego chciałabym się dowiedzieć w następnych sezonach,

– może być ciekawy, wciągający, interesujący dla widza, który ma więcej niż 18 lat, liceum dawno za sobą i nudzą go wydumane dramaty dzieciaków, naprawdę da się to przyjemnie oglądać i czekać na rozwiązanie kolejnych zagadek

l9

A co mi się nie podoba:

– byłam rozczarowana wątkiem Polly, w mojej ocenie nie wykorzystany jest jej pobyt w domu… (dowiecie się kogo), w pewnym momencie ona sama mówi po co tam jest, ale prócz jednego epizodu nie pokazano nic z faktycznego jej działania, przecież tu można było w różny sposób jeszcze bardziej zagmatwać opowieść

 – podobnie nie wiem po co wrzucono tę całą sprawę z nauczycielką, też widziałabym to bardziej rozegrane, bardziej interesujące, bardziej ważne, bardziej znaczące, bardziej…, generalnie podoba mi się pomysł tego wątku, ale w takiej formie mnie nudził i był bez znaczenia,

– irytująca postać Betty, nie wiem czy to za sprawą aktorki czy tego jak postać została napisana, nie umiem tego oddzielić po obejrzeniu tego, ale dla mnie jej przemiana czy sprzeciw wobec matki niewiarygodne, ten jej rzekomy „mrok”, który ma w sobie też do mnie nie przemawia, śledztwo które prowadzi widzę jako dziecinną zabawę choć kreuje się na niebywale dorosłą,

– tajemnice są, ale wzbudzają czysto ludzką ciekawość, a to za mało jak dla mnie, chciałabym więcej grozy, naprawdę dużego mroku, może nawet nie w kwestii zabójstwa, ale czegoś wielkiego z przeszłości rodziców dzieciaków

ebvvv

Czy można uważać „Riverdale” za nowszą wersję „Twin Peaks”. Chociaż historia podobna, bo też rozpoczyna się zabójstwem, jednak postacie mniej charyzmatyczne, mniej pociągające i hipnotyzujące. Charaktery i osobowości nie tak dopracowane. Za mało mroku, tajemnic grozy, klimatu, że jeszcze, jeszcze jest coś, czego nie widać i co jest pomijane. Zapewne, że jest to serial głównie kierowany dla nastoletnich widzów, to ich ma bawić i to o nim mają plotkować na korytarzu, wszystko włożono zbyt głęboko we współczesne ramy, aby stał się bardziej atrakcyjny. Mam na myśli otoczenie, stroje, jak zwykle super – fajna – paczka – przyjaciół i ich dorosłe problemy, co jednak momentami mnie śmieszy. Wzorowali się na „Twin Peaks”, co nasuwa skojarzenia, ale to nie to samo. Mimo to, czekam na kolejny sezon.

Widzieliście już „Riverdale”? Podobała wam się ta najnowsza wariacja inspirowana „Twin Peaks”? Piszcie koniecznie. Zobacz również: Kultowe seriale oraz 4 produkcje, które warto zobaczyć.

Reklamy

One thought on “„Riverdale” – serial z tajemniczym zabójstwem i zapomnianymi sekretami.

  1. Twin Peaks to w ogóle inna skala,, „pokręcenia” 😉
    Riverdale bazuje za to na historii z komiksu – odnowionej, z dodatkowym blaskiem i współczesnym retuszem. Młoda obsada robi swoje, bo nie są to „ograne” twarze, które widać w połowie produkcji dla młodzieży.
    Trzeba przyznać, że inspiracja Twin Peaks jest ok, bo buduje jakąś atmosferę, ale wydaje mi się, że Riverdale jest bardziej „zjadliwe” dla tych, którzy nie lubią mocnego odjazdu. Bo ok, niby mamy Mroczną Betty, Jughead’a, który ma ojca w gangu i Veronicę, której rodzice mają swoje za uszami, ale dalej czuć ten posmak liceum, szkolną dramę (chociaż podejście do tych problemów jest bardzo fajne), która przeplata się z problemami „dorosłego świata”.
    Ja czekam na 2. sezon, bo 1. skończył się tak, że miałam ciarki na plecach z emocji. A może to „Believer” od Imagine Dragons tak na mnie podziałał…? 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s